Ledwo chyba wzeszło słońce. Jeszcze różowe światło padało na ich poduszki i naprawdę, na wsi o tej porze się śpi, chyba że jest się nadaktywnym i ma się ochotę wypić jakieś gorące mleko prosto od krowy, ale tu nie było krowy, co najwyżej króliki... w kwestii królików słabo byłoby jednak z dojeniem, prawda. W każdym razie, ledwo wzeszło słońce, a Koko już obudził ciepły ciężar ciałka Gali, która zwaliła się tuż obok niej, całym swoim opalonym ciężarem metr siedemdziesiąt siedem, i wyszeptała przejmująco do kokowego ucha:
- Ej ale powiedz, ja się podobam Piotrowi, nie?
Koko prawie podskoczyła, zaskoczona. Gala zawsze była niespodziewana, ale tak się zwalać!
- Powiedz - nalegała tymczasem Gala.
- Przecież, że się podobasz - wydała opinię; opinia była zaspana, prostolinijna i bez niedomówień. Piotr nie interesował Koko wcale, a jednak rzadka i cenna taka rzecz, żeby zupełnie bez posmaczku zazdrości: wiwat Koko. - A co?
Gala ucichła i przez chwilę były ładnym obrazkiem: dwie dziewczyny, dmuchane materace, poszewki w kwiatki, ostry skos dachu podpartego belką, i podparta na łokciach Koko z zaspanymi okrągłymi oczkami, a obok niej na brzuchu Gala z długim udem wyciągniętym na drewnianej podłodze - zaraz jej drzazga wejdze - ale nie zwracała na to uwagi, patrząc z wielkim zamyśleniem gdzieś ponad gołe, jasne i krągłe ramię przyjaciółki.
- Co? - Koko odwróciła się do tyłu.
- Pająk łazi - walnęła naprędce Gala.
- Strasz pająkiem Leona. Nic nie łazi. O co ci chodzi z tym Piotrem, mów!
- O nic - Gala zacisnęła usta, co było bardzo kategoryczne i odjęło jej urody. Koko postanowiła tymczasem dać spokój, wiadomo, teraz i tak nic nie powie.
- Fajnie. No to co, obudziłaś mnie i co dalej?
- A. No to nie wiem, chodź, strzelimy sobie porannego papieroska. I poranną kawkę.
- Mój mały Jarmusch - powiedziała kpiąco Koko i podniosła tyłeczek ubrany w majtki w grochy.
- Ty patrz, a jaki Leon ładny - zmieniła temat Gala. Leon na materacu obok faktycznie był ładny, cherubinek w szarej koszulce Fruit of the Loom, z lekko rozdziawioną buzią i nieruchomymi wachlarzykami rzęs, jak dziewczynka.
- Jak śpi i nie wygłasza teorii - burknęła Koko. - Masz lajtera?
- Lajtera...! - przedrzeźniła ją Gala. - Mam chyba, a jak nie, to leżą przecież po całym domu. Złazimy, chodź.
Koko zalała jakobsa, a Gala bez specjalnych skrupułów podprowadziła dwie cygaretki z paczki cioci Margot. Wyszły przed dom, usiadły na schodach (Koko - najniższy stopień, Gala - jeden wyżej, bo by jej się nogi nie zmieściły).
- Zimne są te szlugi - powiedziała podejrzliwie ta pierwsza, oglądając z bliska swojego. - Co z nimi zrobiłaś?
- Były w lodówce - powiedziała beztrosko Gala. - Jak mleko wyjmowałam. Fajna jest twoja ciocia.
- Chryste - mruknęła Koko w głębokim szoku, dla kontrastu zanurzyła usta w gorącej kawie i skrzywiła się, bo zabolało.
- Chryste, Chryste - Gala zamyślona, tak byle coś powiedzieć, ze wzrokiem znowu wbitym przed siebie.
- Dobra, Gala, powiedz teraz, o co ci chodzi z tym Piotrem?
Zatrzepotała rzęsami jak Myszka Minnie.
- Ale co o co mi chodzi?
- Weź, bo mnie denerwujesz. Przecież wiadomo, że coś się kręci, jak mnie budzisz tak rano i wypytujesz o niego.
- Może mi się spodobał po prostu, hm?
- Tak. Jasne. - Koko, sceptyczna jak Richard Dawkins. - Gala, ty śmieszna jesteś. Niby wielka intrygantka, ale jakby ci się spodobał po prostu, to byś zaczęła kręcić, że fajny chłopak i tak dalej, a nie tak prosto z mostu, że się spodobał.
- No dobra - Gala pociągnęła łyczek kawy. - Mam wobec niego pewne plany.
- Fuuuj, jesteś OHYDNA. Ale, ale, a ta biedna mała Laura?
- Co biedna Laura? - doszedł je nagle głos z góry. Filip wychylał się przez okienko w dachu, tradycyjnie potargany i tradycyjnie półnagi, i bezczelnie podsłuchiwał.
- I czego szpiegujesz! - krzyknęła z wyrzutem Koko.
- Same mnie obudziłyście, jakieś pająki, Jarmusche, lajtery, wasza wina. A poza tym ładne się stąd rozciągają widoki - Filip uśmiechnął się w sposób lubieżny. - Koks, koszulę sobie popraw.
Koko spała w o wiele za dużej koszulce na guziczki, z których bardzo wiele było pod szyją rozpięte.
- Szpieg i podglądacz! - oskarżyła Gala.
- Cicho, bo ciocia się obudzi i zobaczy, że jej ukradłyście papierosy.
- Jedni lepsi od drugich, szpieg, złodziejki, intrygantka, ciekawe, co by Leon powiedział! - ucieszyła się Koko, która już poprawiła ubranie, chociaż bez większego popłochu (w końcu Filip to Filip, czym tu się przejmować, równie dobrze Leon mógł sobie pooglądać jej dekolt).
- Chodź do nas, Filipek, to dostaniesz macha i będziesz współwinny.
- Dobra - ucieszył się Filip i zniknął z okienka, a po chwili dołączył - z puszką coli w jednej ręce i wielką bułą z salami w drugiej. Wziął obiecanego macha, ugryzł bułę i z pełnymi ustami powtórzył pytanie:
- Co biedna Laura?
- Widzisz, Galuszka chce poderwać Piotrka, a co wtedy z biedną Laurą? - wyjaśniła pokrótce Koko. - Daj buły.
Filip dał buły.
- Nie przejmujcie się biedną Laurą, dziewczyny - zdecydował rycersko. - Ja się nią zajmę.
- Co ty powiesz...! - Gala ożywiła się jak Chruszczow w oenzecie, jedna różnica że nie miała buta, przysunęła bliżej i zajrzała Filipowi w oczy. - Powiedz, podoba ci się?
- Jest fajna. Ty widziałaś, jakie ona ma nogi?
- No, fajne ma. W ogóle ma superfigurę. Siedziała wczoraj w tym nibyubraniu, razem gdzieś z metr materiału, wszystko było widać. - Gala nie miała w sobie grama zazdrości o inne dziewczyny, czuła się zbyt naturalnie i zbyt dobrze w swojej własnej skórze, żeby miała jej przeszkadzać uroda kogoś innego.
- I co, też masz co do niej jakieś plany, intrygi i urozmaicenia wakacji? - chciała wiedzieć Koko.
- Nie, ja nie czerpię przyjemności z tych, no, subtelnych sieci - wyjaśnił Filip.
- Racja, on jest chłopcem. Nie czerpie przyjemności z subtelnych sieci, chce ją tylko przelizać i pomacać po tyłku.
- Co? Przelizać po tyłku? - spytał Filip, który nie słuchał. Przytyki Koko nie były dla niego prawdziwymi przytykami. Za dobrze się znali, za bardzo lubili.
- Bez po tyłku.
- Nie no, całować to myśmy się całowali już - rzucił z dużą prostotą główny zainteresowany.
- Ej. Co? - Koko popatrzyła na niego z dużym zaskoczeniem, wyraźnie zbita z tropu. - Kiedy?
- A bo trzeba uważać! Wtedy, nocą, nad tym bajorem.
- Jak Gala śpiewała?
- No.
- Eeee, no to się nie liczy - Koko odzyskała rezonu trochę. - Ona się nie całowała z tobą, tylko z okolicznościami.
- Jak z okolicznościami? - parsknął Filip. - Z ruskim hymnem się całowała?
- A żebyś wiedział, ona ma rację! - stwierdziła nagle Gala, do której dotarło, co Koko chciała powiedzieć. - Z liryzmem sytuacji się całowała! Że noc, że gwiazdy, że plecki na trawie, obok to brudne romantyczne bajoro z tatarakiem, lato jest, obok ładny chłopiec, i ten ładny chłopiec, rozumiesz, to jest taka sama część składowa tych buziaków jak te gwiazdy, trawa i jeziorko obok!
- Pierdolicie - Filip spojrzał na nie złym wzrokiem i ugryzł bułkę. - Udowodnię wam, że ona na mnie leci. Ile mam czasu?
- Gdybym była na twoim miejscu, to nie robiłabym sobie nadziei za bardzo - mruknęła Koko z wzrokiem wbitym we własne stopy (rozmiar trzydzieści sześć, lekko złażący wiśniowy lakier i przybrudzone od wczoraj pięty).
- Ja się formalnie zgadzam z naszą inteligentną Kokunią - powiedziała Gala. - Filip, przecież ona jest za bardzo zamknięta. Widać, że najlepiej to by się schowała za szafą i siedziała. I jadła raz na dwa dni. Raz się pocałowała, to teraz będzie pewnie przez miesiąc przerażona tym, że się odważyła. Ja ci mówię, tak będzie.
Filip jeszcze raz popatrzył ze złością.
- A ja ci mówię, że mi się uda.
- Uda, uda. Jak odejmiesz okoliczności, to może za miesiąc pozwoli ci się potrzymać za rękę - prowokowała Galuszka. - Niby jesteś taki Casanova, ale wcale nie jestem tak do końca pewna... Nawet z przelatywania cioci Margot się w końcu wycofałeś, he he.
- Nie no, Gala... nie znasz się, skarbie. - Filip jednym potężnym gryzem dokończył kanapkę. - Jak ona jest taka wycofana, to na pewno nie miała jak dotąd prawdziwego chłopaka, i właśnie dlatego to będzie takie proste. Wystarczy trochę poadorować, przynieść kwiatka i laska moja bez okoliczności przyrody nawet. A ten Piotruś to wiesz. Niby ci się gapi na nóżki i ten brzuch odsłonięty, ale jak przyjdzie co do czego, to się wystraszy przedsiębiorczej dziewczyny.
- I serio tak myślisz? - Gala, coraz bardziej polemiczna i coraz bardziej pewna siebie.
- No a jak.
Koko zupełnie wycofała się z dyskusji, nie miała na kogo się licytować i zresztą wcale nie czuła potrzeby - obserwowała tylko te dwa tygryski, jak próbowały nawzajem udowodnić sobie braki w teorii oraz technice podrywu.
- No dobra - Gala przysunęła się jeszcze trochę bliżej i jeszcze bardziej wbiła świdrujące, jasnoniebieskie oczy w twarz Filipa. - Załóżmy się. Czy ja pierwsza dam sobie radę z Piotrem, czy ty z Laurą. Niech będzie tylko o przekonanie.
Filip uśmiechnął się, leniwie i buńczucznie.
- Zdefiniuj "dać sobie radę".
Gala miała triumf w oczach.
- Seks.
- Ja pierdolę - wyrwało się Koko, a pewność siebie Filipa jakby spadła o parę oczek, ale Gala podjudziła:
- Co, już nie jesteś taki pewien? Przed chwilą laska była twoja.
- Spadaj, Gala - obruszył się Filip. - Będę pierwszy. Koko, przetnij.
- Serio chcecie? Dajcie spokój, Piotrek to Piotrek, ale ta Laura, no Filip...
- Kurde, przecież jej nie zgwałci. E, Kokunia, nie wymiękaj, przecież akurat ty nie będziesz tutaj miała nic do roboty! - przemówiła jej do rozsądku Gala, a Koko poczuła, że nie ma wyjścia. I przecięła.
- Tylko nie mówcie nic Leonowi - zastrzegła jeszcze. - Bo będzie cały tydzień marudził, że jesteśmy jebane Skinsy.
- I tak się dowie, nie jest idiotą - wzruszył ramionami Filip. - Ale jak chcesz, serduszko.
Przygarnął ją do siebie, objął ją w talii i cmoknął w pachnące, mięciutkie, nagrzane od słońca włosy.
- A ty znowu sama, co, Kokuś?
- Przejebaaaane - powiedziała Kokuś pogodnie. - Wiesz, przynajmniej nie muszę robić tu okresu godowego... piórka i śpiewy... żeby wygrać debilny zakład o przekonanie.
- Tak - powiedział Filip. Nie był przekonany tą pogodą w głosie, przecież to nie było do końca normalne, że Koko omijały wszystkie rozkosze życia nastolatki, podczas gdy on i Gala korzystali z życia w sposób niepozostawiający nic do życzenia. A Koko nic. No nic, no.
Ale w końcu, skoro jej dobrze tak było?
Może niektórzy po prostu mieli do tego predyspozycje, do bycia singlem. A może Koko miała za bardzo przyjacielsko-aseksualne nastawienie, bez spojrzeń spod rzęs, bez dwuznacznych uśmieszków, z aluzyjkami i docinkami, które nie były flirtujące, tylko inteligentne, może za bardzo aż. Tak naprawdę uważał, że taką Koko - śliczną dziewczyną, okej, pulchną, ale za to jakie cycki wspaniałe i te jej włosy, jak u Brigitte Bardot - dowcipną i mądrą, powinien się interesować cały, nie wiedział, hufiec harcerski. Albo drużyna koszykarska. W każdym razie powinien być wianuszek.
A wianuszka nie było, co dowodziło, że nie ma w polskim młodym męskim społeczeństwie zapotrzebowania na błyskotliwie inteligentne i ironiczne dziewczyny, hmm. No tak. On sam leciał na Laurę, która jak dotąd nie popisała się żadnym wybitnymi tekstami, siedziała tylko cicho, jakby przestraszona, i nieśmiała, i niewinna. Filip poczuł się głupio i jak stereotypowy samiec, który musi przewyższać i górować, i w ogóle. A taka Koko i jej IQ - ciągle same. No, smutno.
- Bieda Kokunia - powiedział, dając jej całusa w policzek. - Biedne Kokątko. Może to do ciebie powinienem podbijać, co?
- Pojebało - mruknęła Koko, odwzajemniając. - Mogę ci dać kosza teraz już czy ile poczekać?]
- Filip, weź uważaj na te buziaki - poradziła mu Gala z szelmowskim uśmiechem, gasząc szluga o schody. - Przynajmniej przy Laurze. Bo będzie zazdrosna.
- Gala, odpierdol się. My z Kokunią bardzo lubimy buziaki, nie?
- W chuj lubimy buziaki - powiedziała Koko, której robiło się niewygodnie, jak ją tak obejmował i w ogóle. - Odklej się. I zęby umyj, bo strasznie śmierdzisz krakowską suchą.
- To była żywiecka, Koko, ty to się w ogóle na geografii nie znasz - powiedział niespeszony Filip i wypuścił ją z objęć, a Koko popatrzyła na niego tkliwie, potargała mu włosy, dotknęła ich ustami i odpowiedziała:
- No, ale tak w ogóle to lubimy buziaki. Tak atawistycznie lubimy. Nie, Filip?
- Tak. Podnoszą endorfiny i dobrze robią na mózg, serce, dotlenienie oraz ciśnienie krwi. I poczucie wspólnoty.
- I nastrojowość scenerii - skomentowała Gala, dopijając kawę. - Filip, ty lepiej nie trwoń energii życiowej. Ty się bierz za robotę, bo mi będzie głupio, jak z tobą wygram bez walki.
- Ale z ciebie jest zimna profesjonalistka - zakpiła Koko. - Kobieta mafii.
- Kobieta mafii to jest tłusta Włoszka z kupą dzieciaków i w kuchni, a nie ja.
- Pani Corleone - odgadł Filip.
- Może być - zgodziła się Gala. - Okej, moje dzieci. Bawcie się tutaj teraz sami w swoje erudycyjno-literackie zabawy, a ja idę się ubrać. Odstawię się w jakieś czarne koronki i Piotr będzie cały mój.
Koko ucieszyła się wyraźnie na te słowa.
- Tak jak Kate Middleton! Oczywiście, toutes proportions gardées - popisała się.
- Że Gala nie wżeni się w ród panujący? - zapytał Filip, który nie był w klasie z francuskim.
- Nie, głupku - uśmiechnęła się Gala już w progu. - Że takiego eyelinera to ja sobie na pewno nie zrobię.
A potem zamknęła za sobą drzwi i poszła się odstawić.